• Wpisów: 353
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis: 3 dni temu, 00:07
  • Licznik odwiedzin: 14 530 / 1489 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
hamer
 
Do Bornego Sulinowa zwabiła mnie przyroda, walory krajobrazowe i sentyment do minionej młodości, czyli miasteczko militarne. Z rozbawieniem czytam opracowania ignorantów, które mają jeden pozytyw- zaciekawić innych ignorantów z głębi Kraju, aby tu przyjechali i wysłuchiwali tych niesamowitych mitów, pełnych tajemnic i specjalnego znaczenia, czyli sowierszenno sekretno!
Dla mnie taką tajemnicą był głos ptaka, który swym chichotem zwracał natychmiast moją uwagę. Próbowałem dopytać „leśnych ludzi”, co to za ptak. Chyba nie potrafiłem dobrze go opisać ,więc zawsze odprawiany byłem z kwitkiem. Tak się złożyło, że podczas rozmowy z pewnym leśniczym (w trakcie potwierdzania mojej bytności na szlaku) głos ten usłyszeliśmy razem. Zapytałem, co to za ptak. Odpowiedział, że nie wie. Skoro człowiek lasu nie wie, to tajemnica nabiera jeszcze bardziej specjalnego znaczenia. W ubiegłym roku dzięki temu, że posiadam w aparaciku stosowny zoom, pod koniec kwietnia pod Sypniewem, usłyszałem tego ptaka. Dochodził z pojedynczego drzewa rosnącego w polu około kilometra od drogi, którą jechałem. Wycelowałem aparacik na to drzewo i zrobiłem kilka zdjęć na pełnym zoomie.
Głos ptaka, który kilka lat mnie intrygował, to głos dzięcioła zielonego.
To średniej wielkości ptaszek, ubrany w zielony garniturek z czerwoną czapeczką na głowie. Dysponuje bardzo długim językiem, (ciekawe czy w pejoratywnym znaczeniu także, czyli - czy ptasia papla?)i mocnym dziobem. Podobno wierny małżonek, mieszkający, w przeciwieństwie do skowronka, wygodnie w swej willi, czyli dziupli i to obowiązkowo w drzewie liściastym. Pogromca mrówek. W zimie łotrzyk , niszczący mrowiska i to do głębokości jednego metra. Taki łotrzyk w zielonym garniturku albo mundurku, a może ze względu na zielony mundurek i czerwony kapelusz, to ptasi biskup polowy. Jeśli chodzi o głos, to nie może on konkurować ze skowronkiem i jego świergoleniem. To jest chichot bardziej do skowytu podobny. Dopuścić takiego do głosu, to każdy ptasi sejmik zakrzyczy. To rzadko występujący ptak. Spotkać takiego, to zdarzenie co najmniej takie, jak zajść we wsi (do której przybyłeś) do sołtysa , a sołtys jest doktorem humanistą. Nie można nie zakochać się w tej krainie. Was, miłośników tych stron zachęcam. Przybywajcie! Tu tłumów nie ma. Tylko nie śmiećcie!!! Szanujcie przyrodę, bo w ten sposób szanować będziecie siebie samych.
Dzięcioł na zdjęciach to ten ustrzelony aparatem z kilometra ptaszek w zielonym garniturku!
W tym ptasim świecie, tak jak u nas ludzi: mundurki, garniturki , smokingi i fraki. Mózgi też różne. Większe i mniejsze.
 

hamer
 
Za oknem u mnie w zasadzie plucha śnieżna. Temperatura powyżej zera. Co przymarznie w nocy , to rozpuszcza się za dnia. Chodzenie , nawet te z kijami, nie sprawia przyjemności . Są już wieści o tym, ze pojawiły się skowronki i szpaki. Zima w tym roku marna, jedynie w niewielkim stopniu przykrywa nędzną działalność człowieka – śmieci, a w tym rejonie (gdzie mieszkam) zawsze pozostaje część z populacji skowronka, aby już w lutym zaistnieć w powietrzu i pieścić nasze uszy, swoim trelem.
To takie niepozorne, przyziemne, ptaszę. Bardzo terytorialne! Broniące zaciekle swojej pozycji na ziemi. Jak pokaże się jakiś sokół, jastrząb czy orzeł, to mimo, że gdzie jemu do każdego z nich w pojedynkę, potrafi się skrzyknąć w skowronkową bandę i zaatakować łobuza.
Osobiście jestem zakochany w skowronku, bo to on na przedwiośniu swym trelem wieści, że wiosna w drodze.
Wiosną, czy to na wrzosach, czy też na Skarpie Strzeszyńskiej, zachwycam się śpiewem skowronków.
Już w marcu ukazuje się inny ptaszek. Ten nie stroni od człowieka. To pliszka.Spotykam pliszki przy drodze, bo potrafią gniazdować podobnie, jak skowronki, czyli na ziemi. Potrafi jednak w sytuacji zagrożenia zdradzić sąsiada, wydać go na łup myśliwego. Oto co przytrafiło się mnie i obserwowałem to z ogromnym zaciekawieniem.
Jadę sobie rowerkiem wczesną wiosną, a tu z pobocza drogi porośniętego trawą wyskakuje pliszka (potraktowała mnie jako nadciągające zagrożenie) i przeleciawszy kilka metrów, usiadła na drodze i zaczęła udawać ptaszka ze złamanym skrzydłem, kierując się po przekątnej drogi, na drugą stronę tejże. W ten sposób odciągała mnie od swojego gniazda. W pewnej chwili z tej strony drogi, do której wabiła mnie ta „okaleczona” pliszka, wyskoczyła inna pliszka. Nooo, ta już nie udawała kaleki. Z okrzykiem w dziobie         (pewnie:ty taka i owaka) pogoniła lotem koszącym aktoreczkę. No bo co ta  aktoreczka zrobiła. Broniąc własnego bytu, zdradziła sąsiadkę i jej kosztem chciała przetrwać. Wyrachowana ptaszyna.
A skowronek?
Skowronek w przypadku pliszki, to taki stróż jej bytu w środowisku. Pilnuje własnego gniazda, to i przy okazji i pliszki. Wisi w powietrzu i drze dzioba. W taki sposób szybciej dociera ostrzeżenie o zagrożeniu, a kiedy zagrożenie nadciągnie, potrafi zorganizować się i zaatakować intruza, chroniąc i siebie i pliszkę. Bo z bandą skowronków (wg Tuwima) nie ma żartów. Pliszce pozostaje to, co lubi najbardziej - chwalić się swym ogonkiem i czuć się podziwianą(każda pliszka swój ogonek chwali).
Dla tych ptaszków i całej reszty tej leśnej orkiestry symfonicznej warto tu być i żyć. W którą stronę nie podążysz , to sala koncertowa. Aby do wiosny, aby do wiosny. Wiosną rowerkiem udaję się do krainy skowronka, Wielkopolski. Nawet ujadanie kundli wiejskich  raduje, bo zbliżasz się do wsi, a wsie obecnie są czyste, stare wiaty przystankowe zadbane. Możesz przysiąść i odpocząć. Dzieciaki witają cię pozdrowieniem „dzień dobry”. Policjanta, czy innego stróża, nie uświadczysz.Wybrany sołtys, to najlepszy z nich, a nie tylko równy. Ludzie szanują siebie i pilnują porządku we wsi sami.
Dla tzw „miastowych” to utopia .Apeluję do was: warszawscy, gdańscy, poznańscy, wrocławscy, szczecińscy i ci z miasta Łodzi - jak już tu się pojawicie, to swoje śmieci zabierajcie z sobą i pozbywajcie się ich w miejscach do tego przeznaczonych ,a nie gdzie popadnie. Chłońcie ptasie trele i  przyrodę. Naszą przyrodę!:)
  • awatar hamer: A wiecie mili czytacze, że na skowronki jeszcze niedawno polowano u nas w Kraju. Teraz poluje się na nie tylko na południu Europy.Paskudni ci ludzie,którzy polują na te świergoty. Tak pięknie śpiewają! Na szczęście u nas są pod ścisłą ochroną.Dobrze jest skowronkom u nas.:-)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hamer
 
  Ciągle spotykam ludzi powielających mity o Bornem Sulinowie.Przodują w tym ludzie ze Śląska. Wręcz chłoną owe mity , a następnie ubarwiając głoszą jako "swoją wiedzę objawioną". Postanowiłem się rozprawić z owymi mitami.

Jezioro Pile (nad nim położone jest Borne Sulinowo)to klasyczne rynnowe jezioro polodowcowe. Jego głębokość przy wyspie,pod którą miała znajdować się ponoć tajna baza niemieckich miniaturowych łodzi podwodnych,to około 18 metrów. Baza  miała być położona na wyspie,a w zasadzie - pod wyspą oraz - posiadała połączenie z Kołobrzegiem. Została – jak głosi dalej ta baśń - zniszczona przez sowietów. Kiedy? – baśń nie podaje.
A w rzeczywistości na wyspie znajdowała się podwodna grota wapienna. Zapadła się w wyniku zwykłej erozji gruntu,a osiadłe na dnie jeziora, rosnące wcześniej na powierzchni wyspy drzewa, utworzyły Podwodny Las, będący obecnie atrakcją dla płetwonurków.
Jaką wyobraźnią trzeba dysponować,aby wymyślić miniaturowe łodzie, ich tajemną bazę,sto kilometrów od morza.Łączność z morzem Bałtyckim daje rzeka,a raczej rzeczka Piława,płynąca od jeziora Pile na południe (w odwrotnym kierunku do Kołobrzegu)i wpada do Gwdy,a ta wpada do Warty, ta z kolei wpada do Odry w Kostrzyniu i po około stu kilometrach Odra wpada do Zalewu Szczecińskiego,dalej do Świny i Świną do Morza Bałtyckiego.Długość szlaku wodnego łączącego „bazę” z morzem to około czterysta kilometrów. Genialne rozwiązanie,a jakie tajne!
Podziemnego tajnego kanału wodnego nie stwierdzono w żadnym miejscu na kierunku geograficznym Borne Sulinowo – Kołobrzeg. Jednak jak chcecie,moi drodzy,wierzyć i szukać,to szukajcie!

Pod Domem Oficera znajduje się stacja kolejowa na którą przybywał sam Hitler,mająca połączenie tajnym tunelem z Kołobrzegiem.
Po usadowienia się w Bornem Sulinowie,armia radziecka miała je wykorzystywać,by na odjezdnym  albo je zamaskować,czyli ukryć skutecznie,albo zasypać.
Są i tacy, którzy twierdzą,że stacjonowała tutaj na stałe zapasowa ruchoma bateria artylerii obrony wybrzeża,mającą swe połączenie tajemnym tunelem z Kołobrzegiem. Tyle tylko,że twierdza Kołobrzeg w strukturze swojej nie miała artylerii obrony wybrzeża,a miała pociąg pancerny.
Swoją drogą ciekawe,dlaczego ci mitomani łączą Borne Sulinowo z twierdzą Kołobrzeg,a nie z twierdzami:Piła,czy Tuczno? Do Kołobrzegu w linii prostej jest 100 km,a do Piły i Tuczna połowa tego. Czyżby Hitler nakazał już na etapie planowania budowy wykonać ogromnie kosztowny tajny tunel Borne Sulinowo - Kołobrzeg jako drogę ucieczki po przegranej wojnie? Na tunel,który zniknął i nawet radiesteci znaleźć go nie potrafią,były pieniądze,a na dokończenie tzw. Wału Pomorskiego nie(w rejonie okalającym Borne Sulinowo jest cały szereg niedokończonych bunkrów)!

Są tacy, którzy wiedzą,że w końcowym okresie swego pobytu na terenie Bornego Sulinowa Rosjanie kupowali  olbrzymie ilości materiałów budowlanych,które na teren Bornego zostały wwiezione z przeznaczeniem do zamaskowani borneńskich podziemi,bo inaczej być nie mogło. Przecież nie wyparowały. To wiedza zaczerpnięta od autora  marketingu turystycznego.

Nie wyparowały,to jest pewne. Ostatni dowodzący resztkami Północnej Grupy Wojsk, czyli stacjonującą tu ostatnią rosyjską dywizją na terenie Polski,był gen. Dubynin. Miał on ogromne kompetencje i wojskowe,i gospodarcze. Dysponował  kolejową rampą załadowczą ,przez którą przechodziły transporty kolejowe opuszczającego nas wojska,a na nich wszelkie dobro,czyli mienie tych wojsk oraz prywatnej wierchuszki wojskowej. Oni wracali pod namioty w stepie rozstawione. Materiały budowlane stanowiły dla nich to,co dla naszych rodaków żyjących pod płotami jednostek rosyjskich: paliwo,sorty mundurowe,węgiel, konserwy. Jednym zdaniem - wszystko to,co można było ukraść i zamienić na samogon. Materiały budowlane po prostu wyjechały w głąb Rosji,a i wyleciały z tutejszych lotnisk także.

Garnizon Borne Sulinowo był supertajnym garnizonem radzieckim z bazą rakietową i silosami rakietowymi.

Garnizon Borne Sulinowo nie był supertajnym garnizonem radzieckim z powodu wydumanej bazy rakietowej z silosami rakietowymi i rakietami z głowicami jądrowymi. Wszystkie jednostki wojskowe we wszystkich armiach świata mają to do siebie, że dostępu do nich bronią i szlabany,i podwójne ogrodzenia,i zasieki,i posterunki wartownicze. Mitomanie obudź się! Handel tu się dokonywał i to na ogromną skalę,bo całymi wagonami przychodziły tu i węgiel,i paliwo. A okoliczni handlarze, handlujący i złotem,i wszelkim innym dobrem konsumpcyjnym,mieli przepustki na teren  garnizonu.
To,że miejscowości nie było na mapach administracyjnych,było na rękę i peerlowskim władzom i sowietom. Im ciszej,tym lepiej.
W garnizonie tym,oprócz Szóstej Gwardyjskiej Witebsko-Nowogrodzkiej Dywizji Armii Federacji Rosyjskiej (taką nazwę nosił ten związek taktyczny po upadku ZSRR),stacjonowała także Brygada Rakiet Taktyczno-Operacyjnych i była samodzielnym związkiem taktycznym. Wojsko Polskie miało takich Brygad cztery.
I nie dowódca dywizji pod względem bojowym wydawał rozkazy dowódcy brygady. Był on jedynie dowódcą garnizonu.Kto ma wojsko za sobą, rozumie o czym piszę.
Wyrzutnie rakiet były ruchome, zainstalowane na specjalnych ciągnikach kołowych i zgodnie z wymogami tzw.gotowości bojowej,w rejonie dywizjonu technicznego Brygady Rakiet dyżur bojowy pełniła jedna wyrzutnia. Aby nie korodować na deszczu,przechowywana była w garażu kolistym w pobliżu magazynu. Nie ma i nie było tam nigdy silosu. Ten,kto tak mówi,to mówi co wie,a nie wie,co mówi! Rakiety to elektronika,a wrogiem elektroniki jest wilgoć! W takim garażu powietrze musiało mieć określone stałe: wilgotność i temperaturę. To samo dotyczyło magazynów i stanowisk obsługi rakiet.

Skoro nie można znaleźć schronów,to muszą być podziemia i to doskonale zamaskowane,bo w bliźniaczym mieście są.

A po co? Przecież aktem prawnym podpisanym przez Hitlera,powstała tutaj Oficerska Szkoła Artylerii wybudowana od podstaw w/g wojskowej sztuki budowlanej dla obiektów militarnych (stąd charakter zabudowy dzisiejszego miasta).Kosztem trzech wysiedlonych wsi powstał poligon artyleryjski,na którym można było szkolić praktycznie przyszłych oficerów ówczesnego Boga Wojny – Artylerii i to zarówno dla potrzeb wojsk lądowych ,jak i marynarki wojennej.
Kiedy wojsko wyrusza na wojnę,koszary pozostają puste i tylko idiota może je atakować! Po co więc te schrony? Dla kogo? Tej garstki cywili,którzy tu mieli za zadanie pozostać i zabezpieczać ewentualnie przeciwpożarowo teren tego obiektu militarnego?
Można było tu także prowadzić różne ćwiczenia taktyczne z wojskami w terenie, mając do dyspozycji olbrzymie kompleksy leśne i trzy lotniska w promieniu piętnastu kilometrów. Te walory zdecydowały o tym,że sowieci zakotwiczyli się tu w sposób trwały i bardzo wygodny dla nich. Tu mogli w sposób niemożliwy do kontrolowania przez władze Polskie,czynić kontrabandę na ogromną skalę (złoto i wszelkie dobra zbywalne); tu mogli w razie potrzeby przerzucać i ukrywać w lasach swoje wojska,a przede wszystkim - tu mogli realizować ćwiczenia wojskowe,w ramach których ich jednostki,aby sobie postrzelać,musiały się przemieścić w tzw.szykach bojowych przez połowę naszego Kraju.
No i wypoczynek dla tych z Legnicy,Świdnicy, Szczecina i innych stron Polski.
Tu mogli się czuć,jak u siebie. Ryby, polowania, biesiady - to,czemu „przyjaciele" oddawali się bez reszty!!!
 

hamer
 

Cytat roku laureata nagrody Nobla z dziedziny medycyny, brazylijskiego onkologa Drauzio Varella:

                           

“W dzisiejszym świecie wydaje się pięć razy więcej pieniędzy na środki zwiększające potencję i na silikon dla kobiet , niż na lekarstwa przeciw chorobie Alzheimera. Wynika z tego, że za kilka lat będziemy mieli mnóstwo starych kobiet z dużymi cycami i starych mężczyzn z twardymi fiutami. Za to nikt z nich nie będzie w stanie sobie przypomnieć , do czego im to jest potrzebne!”

 

hamer
 
Witajcie!
Czas jakiś milczałem, co nie znaczy, że siedziałem na "czterech literach". Razem z „Moim Najlepszym Kumplem” czyli MNK pedałowaliśmy w kierunku Dużego Brązowego KOT-a. Ze względu na fakt, iż trasy się powtarzały (bo można je powtarzać na każdego KOT-ka i KOT-a) nie pokazywałem ich. Dla nas ważne było i jest, być w ruchu!
   Duży Brązowy KOT „mruczy w kasetce „ i to zarówno u mnie jak i u MNK czyli Graży. Wiecie te KOT-y , a w zasadzie ich zdobywanie to świetna sprawa, bo nie ma czasu człek chorować, a wyprawy rowerowe zaplanowane mamy już na dwa lata do przodu.
Pogoń za KOT-ami pozwala się oderwać od obrzydliwców politycznych, bo oni nie nadążają za nami, a jak usiądziesz w fotelu na chwilkę, to wciskają się do domu każdym kanałem.
     Duże KOT-y zmuszają do turystycznego bywania w obiektach krajoznawczych i to tych z najwyższej półki kulturowej. No więc bywamy z MNK.
Ostatnio zaliczyliśmy trójmiasto i Malbork i to pokażę. Ten, kto nie widzi ogromu inwestycji w naszym Kraju i twierdzi, że jest źle i bałagan, jest, albo ślepcem, albo złym człowiekiem usiłującym wmówić swój ogląd rzeczywistości, tym- co w fotelach,z pilotem w rękach, czyli  nieruchawym rodakom. Ja z MNK przemieszczając się rowerami widzimy zmiany, ogromne zmiany we wsiach, miastach i miasteczkach Polski Północnej. Pewnemu obrzydliwcowi (większość nie pozwoliła na zarządzanie korytem) radzę przesiąść się na rowerek (łyknie trochę zdrowia) i zobaczy więcej. Bo zasada jest prosta: im wolniej jedziesz tym więcej widzisz!Jak się pędzi 160 km/h w terenie zabudowanym i zamyka oczy z wrażenia, to nic się nie widzi, a kierowca opowiadający o tym, co widzi za szybą, po prostu kłamie.
  Do września z MNK oswajaliśmy Dużego Brązowego KOT-a. We wrześniu odbyliśmy turne po Trójmieście i Malborku. To co widziałem i utrwaliłem w moim aparacie Wam kochani „czytacze” pokażę.
Co znajdziecie pod tym wpisem?
-Gdańsk z pozycji statku wycieczkowego Motławą i Wisłą do Westerplatte
-Westerplatte
-Twierdzę Wisłoujście
-Gdańsk – Stare Miasto (zabudowa Miasta Głównego)
-Sopot
-Gdynia
-Malbork
Korzystając z karty seniora nocleg mieliśmy w Schronisku Młodzieżowym w bardzo znośnych i fajnych warunkach, a przede wszystkim tanio!!!
 

hamer
 
Już w czasie jazdy SKM dostrzega się różnicę co do czystości otoczenia. Po przekroczeniu granicy Gdańska znikają śmieci wzdłuż torowiska. W samej Gdyni słabnie miejski smród spalin, bo sprzyjają temu trolejbusy. Ulice czyste,pogoda słoneczna. Na skwerze Kościuszki spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Ja, wróbelkowi i on mnie. Rozbawiła mnie lękliwa mewa wśród ptaków innych.Przedstawiam swoją opinię o brudnym Gdańsku staremu człowiekowi karmiącemu ptaszki, w odpowiedzi usłyszałem: Panie kochany oni tam w Gdańsku zawsze byli brudasami. 90-ciolatek chyba wie co mówi.:) Tutaj w Gdyni ludzie także chcą zarabiać na tych co przybyli nad morze. Myślę sobie, że niezależnie od tego czy jesteś w Smołdzinie, Rowach, Gdańsku , Sopocie czy Gdyni, ci, co nad morzem żyją czekają na twoje pieniądze i nie ma przeproś!Dla mnie, Gdynia to miasto gdzie gospodarza widać na każdym kroku.
 

hamer
 
Czyściuteńko,miło,cicho i pięknie. Rozumię mieszkańców Sopotu, że wbrew wściekłej medialnej nagonki obrzydliwców na Burmistrza, Oni postanowili postawić na "Ściganego". Brawo. Macie naprawdę piękne miasto. Po spacerniaku aż do mola, rowerem nie można jeździć. Porządku pilnują młodzi policjanci. Widać ich, w przeciwieństwie do Gdańska. Przeciwieństwo Sopotu widać na każdym kroku poruszając się po mieście. Jestem zachwycony. Dzięki MNK,że mnie namówiłaś na tę eskapadę.:*
  • awatar A.K: A krzywy domek gdzie :P ?
  • awatar hamer: No dobrze. Mówisz - masz.
  • awatar chrupeczka: *Piękne zdjęcia,Sopot to moje miasto rodzinne.Zazdroszczę kondycji z żoną i tego wszystkiego co oglądacie po drodze,a Polska jest piękna...;o)*
Pokaż wszystkie (3) ›