• Wpisów: 332
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis: 28 dni temu, 12:34
  • Licznik odwiedzin: 18 335 / 1599 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
hamer
 
Nasz list otwarty skierowany do urzędów: Burmistrza- Pani mgr Renaty Pietkiewicz-Chmyłkowskiej i Przewodniczacego Rady Miasta- Pana dr inż. Tomasza Skowronka został przyjęty (jak mniemam) z oburzeniem przez adresatów, czego wyraz dali „w krzakach ukryci”: Monika i Zenek, taki tandem z ksywą „tajemniczy don Pedro” w borneńskim wykonaniu. List ten przesłałem do wiadomości Marszałkowi Województwa Zachodniopomorskiego. Marszałek potraktował to jako skargę obywatelską i skierował do kompetentnego czynnika społecznego w rozpatrywaniu skarg na burmistrza. Tym kompetentnym czynnikiem społecznym jest Przewodniczący Rady Miasta  - dr inż. Tomasz Skowronek – Radny z ekipy Pani Burmistrz. Kumacie? Pan doktor uruchomił Komisję Rewizyjną, która zaprosiła mnie na swoje posiedzenie i wysłuchała w towarzystwie Pani Burmistrz, Pana v-ce. Burmistrza i chwilowo obecnego Pana Przewodniczącego Rady Miasta.
Obywatel poskarżył się, to jest problem.  Komisja stanęła na wysokości zadania i wysłuchała mnie. Wysłuchała mnie także Pani Burmistrz. Błądziłem w swoim rozumowaniu co do możliwości kontrolnych  Burmistrza w stosunku do dostawcy wody pitnej. Wierzyłem w to, że miasto, a tym samym Burmistrz, jest właścicielem sieci wodociągowej i z tego tytułu ma prawo kontroli dostawcy wody w jego wnętrzu firmy. Błądziłem! Poprzednik Pani Burmistrz, korzystnie dla obecnego dostawcy wody, podpisał w ostatnim dniu urzędowania umowę przekazania lokalnego PWiK firmie Szczecineckiej w zamian za udziały. Marne udziały. Kiedy to usłyszałem (słowa Pani Burmistrz: jest gorzej niż Pan sądzi, PWiK jest także właścicielem sieci), to przyznaję, że zdębiałem. Tym bardziej zdumiewa mnie fakt, że Urząd Burmistrza, zamiast skupić się na skutecznym w stosunku do dostawcy wody monitoringu, marnował czas na rozwiązywanie problemów dostawcy wody , a nie nas odbiorców. Dostawca wody – właściciel ujęcia wody i sieci wodociągowej, dysponuje odpowiednim, skomasowanym w skali powiatu, kapitałem i zdolnością kredytową, i ma obowiązek sprzedawać nam wodę o odpowiedniej jakości. Koniec, kropka! Wszystkie te plany z odwiertami, zawiertami, przewiertami, aby zrobić dobrze dostawcy, to przejaw klasycznego klientelizmu. Marnowanie urzędniczej energii, zamiast skierować ową energię na skuteczny i bezwzględny monitoring poczynań dostawcy wody. Moje oburzenie jest tym większe, że w naszym imieniu, nad poczynaniami Urzędu Burmistrza, stoi „strażnik” przez nas wybrany, siła lokalnego intelektu, Przewodniczący Rady Miasta – dr inż. Tomasz Skowronek, który w temacie bezpieczeństwa zdrowotnego mieszkańców zagrożonego skażoną trzykrotnie wodą, nie zwołał ani jednej sesji Rady Miasta, nie szukał prawdy, nie potrafił dobrze doradzić Burmistrzowi. Moim zdaniem, bierny obserwator zdarzeń, a jeżeli nieskuteczny w działaniu na rzecz dobra wspólnego, to celebryta! Istnieją w dzisiejszych czasach (stosowane od wielu wielu lat) biosystemy kontroli czystości wody, z powodzeniem wdrożone w system uzdatniania wody, w wielu miastach: Gryfino, Gdańsk, Łódź, Kórnik, Warszawa, Poznań i wiele innych miast. Są to systemy oparte na żywych organizmach (małże, pstrągi, ślimaki) oraz specjalnym oprogramowaniu komputerowym. Zamiast skupić się na problemie wody już w 2009 roku i rozwiązywać go w sposób, w jaki rozwiązał Burmistrz Gryfina, nasza Pani Burmistrz nie czyni tego, choć wiedzę ma, bo boi się lokalnego kołtuna, który nie potrafi zrozumieć i który Ją- Burmistrza wyśmiewać będzie. Tu, dla owych prześmiewców polecam linki (zajrzyj, poczytaj i zrozum).
www.trojmiasto.pl/(…)Wode-w-gdanskich-kranach-kontr…
www.archiwum.polskiinstalator.com.pl/(…)malze.htm…
fenomenwarszawy.blogspot.com/2011_05_01_archive.html
woda.htcoma.biz/arts2008malze.php
Szanowna Pani Burmistrz , co u Pani robi specjalista ds. ochrony środowiska i za co Pani mu płaci? Ma Pani figuranta, ale to Pani dobiera sobie ludzi do pracy. Fachowców proszę dobierać, a nie pochlebców. To Pani o godzinie szesnastej powinien wypadać z rąk długopis, a nie urzędnikom. To oni powinni zabierać robótkę do domu, jeżeli się nie wyrobili w pracy, a nie Pani! Szef – Zosiasamosia, jest złym szefem. Takiemu szefowi się schlebia i za plecami z niego drwi. Urzędasowi żyje się świetnie, a szef z przepracowania pada na twarz. Urzędnik – fachowiec, dzięki swej kompetencji, dba o szefa, szanuje szefa i nie wystawia szefa na strzał.
Pani powinna się skoncentrować na jak najszybszym wdrożeniu biosystemu kontroli jakości wody albo w stacji uzdatniania wody i wtedy automatycznie odcinany jest pobór wody z ujęcia, albo na samodzielnej kontroli wody w sieci i w razie skażenia uruchomiania wszelkich w tym celu powołanych służb państwowych z prokuraturą włącznie. To dostawca wody ma się skupiać na naszym dobrym samopoczuciu z tytułu czystości wody, bo ją nam sprzedaje, a nie Pani. Pani ze swoim Urzędem ma być strażnikiem naszego interesu, a interesem tym jest czysta woda w naszych kranach.
Panie doktorze Tomaszu Skowronek, Panie Przewodniczący Rady Miasta, głosowałem na Pana, ale nie oddam swego głosu w przyszłości na Pana. Głosowałem, bo miałem nadzieję na korzystny mariaż Urzędu Burmistrza z Nadleśnictwem. Dla mnie Pan okazał się mirażem. Człowiekiem potrafiącym  skupić się na sobie, a nie na sprawach ważnych społecznie, a będących zadaniem własnym gminy (czystość wody i czystość miasta). Zbyt cenię sobie swój głos. Posiadany tytuł daje panu zasłużone miejsce w bibliotece, ale nie wśród menadżerów. Zajmowanie się problematyką martwych, to niestety nie to samo, co problematyka żywych.
To Pan powinien drążyć temat wody, a nie ja, i zamiast uruchamiać Monikę i Zenka, aby polowali na moją osobę, proszę skupić się na tym, co dla nas, mieszkańców tego miasta, jest żywotnym problemem – czysta i zdrowa woda w kranach.
Osobiście wolę, aby Pan zwoływał sesję Rady Miasta poświęconą skutecznemu monitorowaniu jakości wody, a nie skardze obywatela, bo obywatel skutecznie sobie radzi z tym, co go razi.
Ze względu na to, że wolę być zdrowym, a nie tym, co ma rację w temacie wody, uważam że napisałem wszystko, co napisać powinienem, i że czytający te teksty ludzie zrozumieli, kto z kogo sobie kpi. Przechodzę w stan oczekiwania, kiedy Pani Burmistrz wdroży biosystem (małże takie jak w Gryfinie) do służby dla naszego dobra. Proszę nie zapominać nawet przez chwilę o tym, że wentylatory w systemie desorberów mogą nawalić i będzie czwarte  skażenie. A ludzie tam pracujący? No cóż, już raz Panią i nas ograli! Na zimne trzeba dmuchać!
Sytuacja obecna jest taka: Lud wie, Burmistrz wie, Rada Miasta j jej Przewodniczący wiedzą, Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Szczecinku wie, Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego wie, czyli wszyscy wiedzą, czas problem rozwiązać. Dla niedowiarków zdjęcie z małżami w służbie człowieka. Polecam i przypominam , że w 2009 roku te systemy były znane i to od dawna!
  • awatar hamer: Dlaczego Gryfino? Na 8 studni ujęcia wody 6 skażonych było związkami tri i tetrachloroetenu. Burmistrz miał dosyć gierek dostawcy wody i postanowił skutecznie go kontrolować. Pani Burmistrz , do dzieła! Symbio (system biologiczny)kosztuje mniej niz pani Burmistrz chciała wwiercić w ziemię. Przeczytajcie artykół pod ostanim linkiem z uwagą!
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hamer
 
PS-N.HK/077- 5/2012       Szczecinek marca 2012 r.
                         Pan …………………………….
                        78-449 Bome Sulinowo

Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Szczecinku w nawiązaniu do Państwa Pisma z dnia 18 marca 2012 roku w sprawie wykonywania badań wody w wodociągu w Bomem Sulinowie uprzejmie informuje, że badania jakości wody wykonywane są zgodnie z zatwierdzonym przez Wojewódzką Stację Sanitarno-Epidemiologiczną w Szczecinie harmonogramem. W związku z istniejącą sytuacją na ujęciu, w 2012 roku zwiększyliśmy częstotliwość badań do 7 w ciągu roku. Są one rozłożone równomiernie w ciągu roku. Jednocześnie informuję, że zarządca wodociągu -Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji spółka z o.o. w Szczecinku w ramach kontroli wewnętrznej również bada jakość wody. Harmonogramy badań są tak ułożone, by badania wykonywane były naprzemiennie.
Informacje na temat jakości wody są jawne i powinny być udostępniane jej użytkownikom na życzenie.
Poniżej przedstawiam Panu szczegółowo sposób postępowania Inspekcji Sanitarnej i Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji spółka z o. o. podczas wystąpienia skażenia wody w styczniu bieżącego roku:

1.    W dniu 20.12.2011r. PPIS w Szczecinku od zarządcy wodociągu Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji spółka z o.o. w Szczecinku otrzymał pismo o wykonaniu postanowień decyzji z dnia 23 maja 2009 r. nr 137/2009 zobowiązującej Przedsiębiorstwo do doprowadzenia jakości wody do wymogów rozporządzenia w' ujęciu Nr 1 w/w wodociągu. W celu usunięcia z wody związków tri i tetrachloroetenu Spółka wdrożyła nowatorski system uzdatniania za pomocą systemu desorberów. Do pisma dołączono sprawozdania z badań potwierdzające właściwą jakość wody.

2.W dniu 04..01.2012 r. Przedsiębiorstwa poinformowało o włączeniu do eksploatacji ujęcia nr 1.

3.W dniu 13.01.2012 r. zarządca wodociągu pobrał próbki kontrolne wody. W dniu 17.01.2012 r. o godzinie 18:00, Prezes Przedsiębiorstwa Andrzej Wdowiak po uzyskaniu danych z laboratorium HAMILTON POLANI) LTD. Spółka z o.o. skażeniu wody tri i tetrachloroetenem przekazał telefonicznie informację o tym fakcie PPIS w Szczecinku. Próbki zostały pobrane:
-z kranu przed desorberami - 213 mikrog/1
-z kranu z hali technologicznej, za desorberami - 69 mikrog/1
-z kranu hali technologicznej przy wyjściu na sieć -60 mikrog/1
Uzgodniono, że:
-w celu zasygnalizowania mieszkańcom problemu z wodą na krótko ujęcie nr 1 dostarczające wodę zostanie wyłączone.
-odbiorcy zostaną poinformowani, że woda nadaje się wyłącznie do celów sanitarnych ,
-do celów spożywczych woda będzie dostarczana cysternami zgodnie z harmonogramem,
-skażone od 2009 roku studnie 5 i 6 zostaną wyłączone z ujęcia nr 1.
-kolejne próby zostaną pobrane przez Przedsiębiorstwo w dniu 18.01.2012 r.,      Przedsiębiorstwo wydało komunikat, w którym szerzej przedstawiono problem skażenia wody w wodociągu w Bomem Sulinowie i podjęte działania w celu przywrócenia właściwej jakości wody.

4.Próbki pobrane w dniu 18.01.2012 r. zostały przebadane w laboratorium WSSE w Szczecinie. W godzinach popołudniowych wyniki badań przekazano PPISw Szczecinku. Były następujące:

-z kranu przed desorberami - 8,2 mikrog/1
-z kranu z hali technologicznej, za desorberami   1,8 mikrog/1
-z kranu hali technologicznej przy wyjściu na sieć -21,6 mikrog/1
-z hydrantu przy poczcie 52,2 mikrog/1
-z hydrantu przy oczyszczalni ścieków 58.0 mikrog/l

Po przeanalizowaniu wyników uzgodniono, że zbiornik wody uzdatnionej i sieć wodociągowa będzie intensywnie płukana, a kolejne próbki będą pobrane następnego dnia w godzinach porannych.

5.W dniu 19.01.2012 r. w siedzibie Powiatowej Stacji Sanitarno - Epidemiologicznej w Szczecinku odbyło się wewnętrzne spotkanie robocze. Zapoznano się z wynikami dotychczasowych badań w celu podjęcia dalszych działań. Uzgodniono pobór próbek wody przez PSSE w Szczecinku w dniu 20.01..2012 r.
Opracowano zasady korzystania z wody przez mieszkańców na ewentualną konieczność wydania decyzji, w przypadku gdyby woda miała nadal złą jakość.
Około godziny 16:00 Prezes Przedsiębiorstwa przekazał wyniki badań próbek wody pobranych tego dnia w godzinach porannych.
Były one następujące:
-z kranu przed desorberami - 14,0 mikrog/1
-z kranu z hali technologicznej, za desorberami - 1.4 mikrog/l
-z kranu hali technologicznej przy wyjściu na sieć -1,4 mikrog/1
-z hydrantu przy poczcie 3,0 mikrog/l
-z hydrantu przy oczyszczalni ścieków 1,6 mikrog/1

W związku z powyższym po uzgodnieniu z PPIS w Szczecinku Przedsiębiorstwo wydało komunikat o dobrej jakości wody w sieci wodociągu i zaprzestało dowozu wody cysternami.

6.Dnia 20.01.2012 r. jak ustalono w dniu poprzednim w celu ostatecznego potwierdzenia właściwej jakości wody dostarczanej odbiorcom, PSSE w Szczecinku pobrała próbki do badań z następujących miejsc:
-z kranu hali technologicznej przy wyjściu na sieć -1,4 mikrog/1
-z hydrantu przy Domu Pomocy Społecznej 1,5 mikrog/1
-z hydrantu przy poczcie 1,60 mikrog/l
-z hydrantu przy ul. Lipowiej przy budynku mieszkalnym nr 17- 1,9 mikrog/1
-z hydrantu przy ul. Jeziornej w pobliżu ośrodka wypocz.,,Marina" - 6,6 mikrog/l
-z hydrantu przy oczyszczalni ścieków l,5 mikrog/l;

7. Na bieżąco o sytuacji informowany był Burmistrz Bornego Sulinowa oraz Powiatowy Zespół Zarządzania Kryzysowego.
Z informacji podanych przez PWIK. spółka z o.o. wynika, że na chwilę obecną nie znana jest przyczyna wystąpienia skażenia. Do czasu ukończenia remontu ujęcia nr 2 potwierdzonego stosownymi badaniami woda dostarczana jest z ujęcia nr 1 z pominięciem skażonych studni nr 5i6.

Z inicjatywy PPIS w Szczecinku dwukrotnie odbyły się spotkania wszystkich zainteresowanych jakością wody instytucji: PWiK w Szczecinku. Starostwa Powiatowego w Szczecinku Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Szczecinie, Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Szczecinie. Przedstawicieli Zakładu Matex, Instytutu Geodezji, Władz Gminy Borne Sulinowo.


                             PAŃSTWOWY
                  Powiatowy Inspektor Sanitarny
                          mgr Barbara Szysz
                         podpis nieczytelny

P.S.
mikrog/l oznacza mkrogram w litrze wody

W dniu 12 kwietnia br w trakcie spotkania z Komisją Rewizyjną Rady Miasta w Bornem Sulinowie przekazałem treść w/w z pisma PPIS w Szczecinku i od tej chwili radni dysponują wiedzą ,której niestety nie mieli do 12 kwietnia.
Historia zawarta w piśmie PPIS do mnie była całkowitym zaskoczeniem dla Pani Burmistrz.
Szanowny czytający, abyś mógł porównać to, co Pani Burmistrz w swoim wywiadzie do nas, z tym co Pani Inspektor sanitarny w piśmie do mnie, załączam link z wywiadem Pani Burmistrz. Na moje komentarze w zakresie naszego bezpieczeństwa zdrowotnego z tytułu podawanej nam wody pitnej przyjdzie czas. Teraz czytaczu zacznij myśleć!

www.gawex.pl/wiadomosci/programy_cykliczne/565
 

hamer
 
Powody są dwa.
Pierwszy, to ten, że pewnej krasawicy o walorach 90-70-90 i blond włosach , jednym zdaniem lokalnemu lachonowi, a zarazem wzorcowi ogłady, nie podoba się moja fizis i postura.
Drugi, to ten, że nowy awatar ukazuje borneńskiego dachowca, który nie podwinął ogona i nie nawiał na mój widok, a wręcz przeciwnie, zajrzał w mój obiektyw z godnością kocią i wyrazistym okiem. Chadza swoimi drogami i wiele widzi. Od razu widać, że ten kociak pręgowany, to pies na ptaszki!
 

hamer
 
W ptasiej wsi atmosfera napięcia. Kolejny raz źródełko zatrute. Oburzone ptaki szukają wody na własne skrzydło. Bez karmy można przeżyć, bez wody, niestety, nie. Pojawiła się we wsi łyska. Zadziorny to ptak i łabędzia pogoni, bo przed nim nie pęka. Łyska postanowiła  po ptasiemu pogadać z mieszkańcami ptasiej wsi. Odwiedziła niejedną dziuplę, garnek, skrzynkę czy gniazdo. Wszystkie ptaki były wzburzone tym, że pliszka je ignoruje i w wybranych miejscach z wybranym ptactwem dywaguje, bo nic mądrego nie ma do zaćwierkania.  W tajemnicy przed ptasią wsią pliszka spotyka się ze skowronkiem pod korzeniem usychającego grabu. Oba ptaszki widzą zagrożenie w łysce, która pojawiła się nie wiadomo skąd i która, wg pliszki i skowronka, ich kosztem lansuje się we wsi, aby zająć gniazdo po pliszce. Wiem - ćwierknęła pliszka do skowronka. Ta łyska musi mieć hiszpańską przeszłość, bo tam do dzisiaj na nas polują. Pierwszy we wsi histeryk – skowronek - zgodził się z tezą pliszki. Trzeba sprawdzić na liście wielkiego(pstrego) dzięcioła, czy jakaś łyska tam figuruje, ściągnąć kwiczoła,a ten ze swoją światową siatką agentów załatwi łyskę we wsi. Po skrytym rozejściu się spod grabowego korzenia, histerycznie usposobiony skowronek zaćwierkał z całych sił i przywołał do siebie kwiczoła. Wyćwierkał kwiczołowi sytuację, w jakiej znalazły się wiodące we wsi ptaszki, czyli on i pliszka oraz wskazał cel dla organizacji kwiczołów. Celem jest łyska! Zadanie: wyeliminować łyskę z wiejskiej ptasiej społeczności. Nikt nie potrafi lepiej od kwiczołów to zrobić. Kwiczoł obrzuci swoim łajnem każdego, kogo uzna za zagrożenie dla jego gniazda. Skoro gniazdo posiada w ptasiej wsi, za zgodą wiodących ptaszków; pliszki i skowronka, a wieś jest zagrożona, bo po wsi chadza łyska, to i gniazdo kwiczoła jest zagrożone. W takiej sytuacji nie może nie mieć kwiczołowej dyspepsji i musi atakować wroga. Kiedy kwiczoł pojął całą tę intelektualną figurę przekazaną przez  histerycznie usposobionego skowronka, rozpoczął działanie. Do akcji włączył pięciu swoich tajnych agentów: rosyjskiego, holenderskiego, duńskiego, szwedzkiego i śląskiego. Zebrali się w kupę i zaczęli obrzucać łajnem łyskę. Tak ruszyła spiskowa metoda żywcem przejęta z ludzkiej. Uruchomiły  więc kwiczoły swoje kupry i walą łajnem w łyskę ile wlezie i to z rozbryzgiem. Taka gówniana artyleria w służbie rozhisteryzowanych: pliszki i skowronka. Poleciały ekskrementy i te ze wschodu (rosyjskie kwiczoły) i te z zachodu (holenderskie, duńskie i szwedzkie kwiczoły) i te nasze śląskie z Sosnowca.
Kwiczoł  to ptaszek ładnie wyglądający, z rodziny drozdów, a jego tajną bronią jest odbyt i strzelając rzadkim ekskrementem w przeciwnika, obrzuca go nim aż do skutku, kiedy tamten albo ucieknie, albo, oblepiony łajnem, spadnie na ziemię i zginie.
Łyska z rozbawieniem obserwuje owe gównomioty pliszki i skowronka. Ma nad nimi przewagę. Jest ptakiem wodnym. Z łatwością potrafi się zanurzyć w wodzie i obmyć z kwiczołowych ekskrementów. Natomiast łajno to oblepia także pliszkę oraz skowronka i coraz bardziej cuchną we wsi. Pływakami, niestety, nie są, więc łajno musi wyschnąć i może się wykruszy, chyba że wzajemnie wymuskają się dziobami. Tyle tylko, że nawet gdy przylegające łajno zrzucą ze swych piórek, no i oczywiście pliszkowego ogonka, to smród pozostanie i po dworskiej alei zamiast woni wiosennego kwiecia, rozprzestrzeniać będą smród wiodące ptaszki we wsi. Czy też, wojując łajnem, zginą od tego łajna.
Człowiek, baczny obserwator przyrody, czerpie z niej pełnymi garściami, szanowni czytacze. Czy zauważacie podobieństwo do ludzkich zachowań? Sprawa zatrutego źródełka poszła w niepamięć w ptasiej społeczności, zdominowana prywatą i rywalizacją o ilość, trafność i skuteczność ptasich ekskrementów.

Tu, ja, autor bajki przytaczam opowiadanko o skowronku, który nie odleciał do ciepłych krajów i pozostał  na zimę w swojej ptasiej wsi. Nastały ciężkie mrozy. Zmarznięty skowronek opadał z sił i już widział koniec swego żywota, kiedy poczuł ogarniające go ciepło.To przechodząca krowa nad przycupniętym z zimna skowronkiem , zrzuciła swe łajno na biedną ptaszynę. Ciepło, które ogarnęło ptaszynę, wywołało u niej radosny nastrój, więc zaćwierkał sobie z tej radości. I to był ostatni śpiew skowronka. Skradający się kot wygrzebał ptaszynę z krowiego łajna i zrobił sobie z niej śniadanko.
Tak. To powiastka z morałem.

Nie każdy, kto na ciebie narżnie, jest twoim wrogiem i nie każdy,  kto cię z łajna wyciągnie, jest twoim przyjacielem. Od łajna jak najdalej, ptaszyno.
  • awatar hamer: Za wyjątkiem pliszki i skowronka, pozostałe ptaszki "ustrzelone" przeze mnie. W br poluję na pliszkę i skowronka, aby mieć je w kolekcji, bo niepełna.
  • awatar hamer: Kwiczoły wypowiedziały służbę, pliszka i skowronek ubabrani walą sami.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hamer
 
To największa z sikor  Szykownie umundurowany major wśród ptactwa.
( Co każdy skowronek wiedzieć powinien, że major znaczy tyle, co większy niż.)
Ptaszek ciekawski i odważny. Niestety długie dystanse w przelotach nie dla niej. Owadożerna i chętnie przebywająca wśród nas –ludzi. Uwielbia gnieździć się w dziuplach, budkach lęgowych, opuszczonych gniazdach, a nawet w pozostawionym czajniku czy skrzynce na listy. Sama potrafi wykuć dziuplę w miękkim drzewie. Ptaszek lasów i parków, żyjący z dala od skowronków i pliszek. Bardzo zwinny. O tej porze zaglądający często w moje okna, chwyciwszy się łapkami pionowego gzymsu okiennego. Do karmnika wpada jak po ogień, chwyta jadło i nie tyle w nogi, co w skrzydła. Lubi wczepiać się w połeć słoniny i skubać go.
W przeciwieństwie do dzwońców, nie przestrzega kolejności dziobania i dziobie w towarzystwie innych sikor. Kiedy karmnik zajmie dzwoniec, to w stosunku do innych dzwońców jest agresywny i odpędza je, ale kiedy obok pojawi się sikora , dzwońcowi ona nie przeszkadza i dziobią razem. Taka kurtuazja międzygatunkowa. Należy także do świergotów, ale do żadnej rady się nie pcha. Często jest tak, że niepostrzeżenie staję tuż przy karmniku i dzielą mnie wręcz centymetry od nich, a kiedy pokarmu w karmniku nie ma, siedzą na chojaku tuż za oknem i dopominają się o jadło. Za kilka dni przedwiośnie i odlecą sobie w głąb lasu i sikory i dzwońce, a skowronki zaczną drzeć dzioby w godowym uniesieniu.
 

hamer
 
W ptasiej wsi rządy sprawuje pliszka. To ona spaceruje aleją dworską, merdając swym ogonkiem  tak, aby wszelkie ptactwo wiejskie wiedziało, że takiego drugiego ogonka we wsi nie ma żaden inny ptak. Pliszkowej celebrze towarzyszy zawsze wrzaskliwy skowronek, wieszcząc całej ptasiej wsi, że oto ona, jedyna jest na dworskiej alei , więc zmykaj ptasia hołoto na boki i podziwiaj, bo jak nie, to policzy się z tobą ptasia straż. Ptasia straż to równie szare jak skowronek wróble. Skowronek z ogromnym zaangażowanie uskutecznia swoje świergolenie, bo przecież pliszka obiecała mu, że zajmie gniazdo po niej, kiedy ona zagnieździ się na innej połaci, lecz na razie lojalnie musi pokierować radą ćwiekaczy w ptasiej wsi.
Skowronek czyni więc ten radosny świergot całym sobą. Męczące to zajęcie, bo świergotać potrafi tylko w locie, ale świergocze do utraty tchu i opada na glebę. Pociesza go wtedy pani skowronkowa, masując omdlałe skrzydełka, ale widzi już siebie wraz ze skowroniątkami w gnieździe pliszki.
Wróble skrycie strzegą pliszki, bo dzięki niej mają zapewniony byt w ptasiej wsi. Jedni w straży pliszkowej, drudzy w radzie ćwierkaczy. Posiedzenia rady zawsze otwiera naczelny świergot- skowronek intonując hymn rady ćwierkaczy, który natychmiast podejmują wróble. Hymn przejęli od historycznego hymnu rady puchaczy, obowiązującego w lesie daleko od wsi.

RADA ĆWIERKACZY
na wzór Rady Puchaczy napisanej przez Jana Brzechwę

My jesteśmy Rada Ćwierkaczy
Rada Ćwierkaczy
Rada Ćwierkaczy
Ćwierkacz we wsi wszystko zobaczy
wszystko zobaczy
wszystko zobaczy

My żądamy we wsi posłuchu
ćwir, dzyń, yuhu!!!
Od maluchów, aż do staruchów
ćwir, dzyń, yuhu!!!  

Kto ćwierkaczy słuchać nie raczy
słuchać nie raczy
słuchać nie raczy
Ten dostanie od nas po uchu
ćwir, dzyń, yuhu!!!

My jesteśmy Rada Ćwierkaczy
Rada Ćwierkaczy
Rada Ćwierkaczy
Każdy we wsi wie co to znaczy
wie, co to znaczy
wie, co to znaczy

My żądamy we wsi posłuchu
Ćwir, dzyń, yuhu!!!
Od maluchów, aż do staruchów
ćwir, dzyń, yuhu!!!

Melodia hymnu Rady Ćwierkaczy taka sama jak dla Rady Puchaczy.
 

hamer
 
Za oknem nasilający się mróz. Co raz trudniejsze warunki dla ptactwa. Do okna dobijają się dzwońce i sikory bogatki. Czas na dokarmianie.
Dzwoniec to taki wróblowi rozmiarem dorównujący ptaszek w zielonym garniturku z żółtymi wstawkami na skrzydłach. Można napisać, że to przykurczony i przemalowany na zielono skowronek. Dlaczego? Ano, dlatego, że śpiew dzwońca brzmi jak mały dzwoneczek. Jest piękny i o tej porze, kiedy tylko słońce obdarza nas swą łaskawością, to one dzwońce siedząc stadnie wśród igliwia sosen, świerków lub tui dają koncert ptasi. Tacy skromni i skryci śpiewacy, w przeciwieństwie do dźwięcznie, a nawet bardzo dźwięcznie i wyniośle drącego dzioba skowronka. Pojedynczego skowronka można słuchać z zachwytem, stado skowronków to już ptasi jazgot. Dzwoniec pojedynczy to piękny śpiewak, a dzwońce śpiewające stadnie , to melodyjny ptasi chór.  Na szczęście skowronka można będzie słuchać osobno, a dzwońca osobno. Sypnij teraz ziarnem czytaczu dzwońcom i wszystkim innym ptaszkom potrzebującym naszego (ludzkiego) wsparcia. Ja swój karmnik dla nich uruchomiłem, a TY?
 

hamer
 
Do Bornego Sulinowa zwabiła mnie przyroda, walory krajobrazowe i sentyment do minionej młodości, czyli miasteczko militarne. Z rozbawieniem czytam opracowania ignorantów, które mają jeden pozytyw- zaciekawić innych ignorantów z głębi Kraju, aby tu przyjechali i wysłuchiwali tych niesamowitych mitów, pełnych tajemnic i specjalnego znaczenia, czyli sowierszenno sekretno!
Dla mnie taką tajemnicą był głos ptaka, który swym chichotem zwracał natychmiast moją uwagę. Próbowałem dopytać „leśnych ludzi”, co to za ptak. Chyba nie potrafiłem dobrze go opisać ,więc zawsze odprawiany byłem z kwitkiem. Tak się złożyło, że podczas rozmowy z pewnym leśniczym (w trakcie potwierdzania mojej bytności na szlaku) głos ten usłyszeliśmy razem. Zapytałem, co to za ptak. Odpowiedział, że nie wie. Skoro człowiek lasu nie wie, to tajemnica nabiera jeszcze bardziej specjalnego znaczenia. W ubiegłym roku dzięki temu, że posiadam w aparaciku stosowny zoom, pod koniec kwietnia pod Sypniewem, usłyszałem tego ptaka. Dochodził z pojedynczego drzewa rosnącego w polu około kilometra od drogi, którą jechałem. Wycelowałem aparacik na to drzewo i zrobiłem kilka zdjęć na pełnym zoomie.
Głos ptaka, który kilka lat mnie intrygował, to głos dzięcioła zielonego.
To średniej wielkości ptaszek, ubrany w zielony garniturek z czerwoną czapeczką na głowie. Dysponuje bardzo długim językiem, (ciekawe czy w pejoratywnym znaczeniu także, czyli - czy ptasia papla?)i mocnym dziobem. Podobno wierny małżonek, mieszkający, w przeciwieństwie do skowronka, wygodnie w swej willi, czyli dziupli i to obowiązkowo w drzewie liściastym. Pogromca mrówek. W zimie łotrzyk , niszczący mrowiska i to do głębokości jednego metra. Taki łotrzyk w zielonym garniturku albo mundurku, a może ze względu na zielony mundurek i czerwony kapelusz, to ptasi biskup polowy. Jeśli chodzi o głos, to nie może on konkurować ze skowronkiem i jego świergoleniem. To jest chichot bardziej do skowytu podobny. Dopuścić takiego do głosu, to każdy ptasi sejmik zakrzyczy. To rzadko występujący ptak. Spotkać takiego, to zdarzenie co najmniej takie, jak zajść we wsi (do której przybyłeś) do sołtysa , a sołtys jest doktorem humanistą. Nie można nie zakochać się w tej krainie. Was, miłośników tych stron zachęcam. Przybywajcie! Tu tłumów nie ma. Tylko nie śmiećcie!!! Szanujcie przyrodę, bo w ten sposób szanować będziecie siebie samych.
Dzięcioł na zdjęciach to ten ustrzelony aparatem z kilometra ptaszek w zielonym garniturku!
W tym ptasim świecie, tak jak u nas ludzi: mundurki, garniturki , smokingi i fraki. Mózgi też różne. Większe i mniejsze.
 

hamer
 
Za oknem u mnie w zasadzie plucha śnieżna. Temperatura powyżej zera. Co przymarznie w nocy , to rozpuszcza się za dnia. Chodzenie , nawet te z kijami, nie sprawia przyjemności . Są już wieści o tym, ze pojawiły się skowronki i szpaki. Zima w tym roku marna, jedynie w niewielkim stopniu przykrywa nędzną działalność człowieka – śmieci, a w tym rejonie (gdzie mieszkam) zawsze pozostaje część z populacji skowronka, aby już w lutym zaistnieć w powietrzu i pieścić nasze uszy, swoim trelem.
To takie niepozorne, przyziemne, ptaszę. Bardzo terytorialne! Broniące zaciekle swojej pozycji na ziemi. Jak pokaże się jakiś sokół, jastrząb czy orzeł, to mimo, że gdzie jemu do każdego z nich w pojedynkę, potrafi się skrzyknąć w skowronkową bandę i zaatakować łobuza.
Osobiście jestem zakochany w skowronku, bo to on na przedwiośniu swym trelem wieści, że wiosna w drodze.
Wiosną, czy to na wrzosach, czy też na Skarpie Strzeszyńskiej, zachwycam się śpiewem skowronków.
Już w marcu ukazuje się inny ptaszek. Ten nie stroni od człowieka. To pliszka.Spotykam pliszki przy drodze, bo potrafią gniazdować podobnie, jak skowronki, czyli na ziemi. Potrafi jednak w sytuacji zagrożenia zdradzić sąsiada, wydać go na łup myśliwego. Oto co przytrafiło się mnie i obserwowałem to z ogromnym zaciekawieniem.
Jadę sobie rowerkiem wczesną wiosną, a tu z pobocza drogi porośniętego trawą wyskakuje pliszka (potraktowała mnie jako nadciągające zagrożenie) i przeleciawszy kilka metrów, usiadła na drodze i zaczęła udawać ptaszka ze złamanym skrzydłem, kierując się po przekątnej drogi, na drugą stronę tejże. W ten sposób odciągała mnie od swojego gniazda. W pewnej chwili z tej strony drogi, do której wabiła mnie ta „okaleczona” pliszka, wyskoczyła inna pliszka. Nooo, ta już nie udawała kaleki. Z okrzykiem w dziobie         (pewnie:ty taka i owaka) pogoniła lotem koszącym aktoreczkę. No bo co ta  aktoreczka zrobiła. Broniąc własnego bytu, zdradziła sąsiadkę i jej kosztem chciała przetrwać. Wyrachowana ptaszyna.
A skowronek?
Skowronek w przypadku pliszki, to taki stróż jej bytu w środowisku. Pilnuje własnego gniazda, to i przy okazji i pliszki. Wisi w powietrzu i drze dzioba. W taki sposób szybciej dociera ostrzeżenie o zagrożeniu, a kiedy zagrożenie nadciągnie, potrafi zorganizować się i zaatakować intruza, chroniąc i siebie i pliszkę. Bo z bandą skowronków (wg Tuwima) nie ma żartów. Pliszce pozostaje to, co lubi najbardziej - chwalić się swym ogonkiem i czuć się podziwianą(każda pliszka swój ogonek chwali).
Dla tych ptaszków i całej reszty tej leśnej orkiestry symfonicznej warto tu być i żyć. W którą stronę nie podążysz , to sala koncertowa. Aby do wiosny, aby do wiosny. Wiosną rowerkiem udaję się do krainy skowronka, Wielkopolski. Nawet ujadanie kundli wiejskich  raduje, bo zbliżasz się do wsi, a wsie obecnie są czyste, stare wiaty przystankowe zadbane. Możesz przysiąść i odpocząć. Dzieciaki witają cię pozdrowieniem „dzień dobry”. Policjanta, czy innego stróża, nie uświadczysz.Wybrany sołtys, to najlepszy z nich, a nie tylko im równy. Ludzie szanują siebie i pilnują porządku we wsi sami.
Dla tzw „miastowych” to utopia .Apeluję do was: warszawscy, gdańscy, poznańscy, wrocławscy, szczecińscy i ci z miasta Łodzi - jak już tu się pojawicie, to swoje śmieci zabierajcie z sobą i pozbywajcie się ich w miejscach do tego przeznaczonych ,a nie gdzie popadnie. Chłońcie ptasie trele i  przyrodę. Naszą przyrodę!:)
  • awatar hamer: A wiecie mili czytacze, że na skowronki jeszcze niedawno polowano u nas w Kraju. Teraz poluje się na nie tylko na południu Europy.Paskudni ci ludzie,którzy polują na te świergoty. Tak pięknie śpiewają! Na szczęście u nas są pod ścisłą ochroną.Dobrze jest skowronkom u nas.:-)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hamer
 
  Ciągle spotykam ludzi powielających mity o Bornem Sulinowie.Przodują w tym ludzie ze Śląska. Wręcz chłoną owe mity , a następnie ubarwiając głoszą jako "swoją wiedzę objawioną". Postanowiłem się rozprawić z owymi mitami.

Jezioro Pile (nad nim położone jest Borne Sulinowo)to klasyczne rynnowe jezioro polodowcowe. Jego głębokość przy wyspie,pod którą miała znajdować się ponoć tajna baza niemieckich miniaturowych łodzi podwodnych,to około 18 metrów. Baza  miała być położona na wyspie,a w zasadzie - pod wyspą oraz - posiadała połączenie z Kołobrzegiem. Została – jak głosi dalej ta baśń - zniszczona przez sowietów. Kiedy? – baśń nie podaje.
A w rzeczywistości na wyspie znajdowała się podwodna grota wapienna. Zapadła się w wyniku zwykłej erozji gruntu,a osiadłe na dnie jeziora, rosnące wcześniej na powierzchni wyspy drzewa, utworzyły Podwodny Las, będący obecnie atrakcją dla płetwonurków.
Jaką wyobraźnią trzeba dysponować,aby wymyślić miniaturowe łodzie, ich tajemną bazę,sto kilometrów od morza.Łączność z morzem Bałtyckim daje rzeka,a raczej rzeczka Piława,płynąca od jeziora Pile na południe (w odwrotnym kierunku do Kołobrzegu)i wpada do Gwdy,a ta wpada do Warty, ta z kolei wpada do Odry w Kostrzyniu i po około stu kilometrach Odra wpada do Zalewu Szczecińskiego,dalej do Świny i Świną do Morza Bałtyckiego.Długość szlaku wodnego łączącego „bazę” z morzem to około czterysta kilometrów. Genialne rozwiązanie,a jakie tajne!
Podziemnego tajnego kanału wodnego nie stwierdzono w żadnym miejscu na kierunku geograficznym Borne Sulinowo – Kołobrzeg. Jednak jak chcecie,moi drodzy,wierzyć i szukać,to szukajcie!

Pod Domem Oficera znajduje się stacja kolejowa na którą przybywał sam Hitler,mająca połączenie tajnym tunelem z Kołobrzegiem.
Po usadowienia się w Bornem Sulinowie,armia radziecka miała je wykorzystywać,by na odjezdnym  albo je zamaskować,czyli ukryć skutecznie,albo zasypać.
Są i tacy, którzy twierdzą,że stacjonowała tutaj na stałe zapasowa ruchoma bateria artylerii obrony wybrzeża,mającą swe połączenie tajemnym tunelem z Kołobrzegiem. Tyle tylko,że twierdza Kołobrzeg w strukturze swojej nie miała artylerii obrony wybrzeża,a miała pociąg pancerny.
Swoją drogą ciekawe,dlaczego ci mitomani łączą Borne Sulinowo z twierdzą Kołobrzeg,a nie z twierdzami:Piła,czy Tuczno? Do Kołobrzegu w linii prostej jest 100 km,a do Piły i Tuczna połowa tego. Czyżby Hitler nakazał już na etapie planowania budowy wykonać ogromnie kosztowny tajny tunel Borne Sulinowo - Kołobrzeg jako drogę ucieczki po przegranej wojnie? Na tunel,który zniknął i nawet radiesteci znaleźć go nie potrafią,były pieniądze,a na dokończenie tzw. Wału Pomorskiego nie(w rejonie okalającym Borne Sulinowo jest cały szereg niedokończonych bunkrów)!

Są tacy, którzy wiedzą,że w końcowym okresie swego pobytu na terenie Bornego Sulinowa Rosjanie kupowali  olbrzymie ilości materiałów budowlanych,które na teren Bornego zostały wwiezione z przeznaczeniem do zamaskowani borneńskich podziemi,bo inaczej być nie mogło. Przecież nie wyparowały. To wiedza zaczerpnięta od autora  marketingu turystycznego.

Nie wyparowały,to jest pewne. Ostatni dowodzący resztkami Północnej Grupy Wojsk, czyli stacjonującą tu ostatnią rosyjską dywizją na terenie Polski,był gen. Dubynin. Miał on ogromne kompetencje i wojskowe,i gospodarcze. Dysponował  kolejową rampą załadowczą ,przez którą przechodziły transporty kolejowe opuszczającego nas wojska,a na nich wszelkie dobro,czyli mienie tych wojsk oraz prywatnej wierchuszki wojskowej. Oni wracali pod namioty w stepie rozstawione. Materiały budowlane stanowiły dla nich to,co dla naszych rodaków żyjących pod płotami jednostek rosyjskich: paliwo,sorty mundurowe,węgiel, konserwy. Jednym zdaniem - wszystko to,co można było ukraść i zamienić na samogon. Materiały budowlane po prostu wyjechały w głąb Rosji,a i wyleciały z tutejszych lotnisk także.

Garnizon Borne Sulinowo był supertajnym garnizonem radzieckim z bazą rakietową i silosami rakietowymi.

Garnizon Borne Sulinowo nie był supertajnym garnizonem radzieckim z powodu wydumanej bazy rakietowej z silosami rakietowymi i rakietami z głowicami jądrowymi. Wszystkie jednostki wojskowe we wszystkich armiach świata mają to do siebie, że dostępu do nich bronią i szlabany,i podwójne ogrodzenia,i zasieki,i posterunki wartownicze. Mitomanie obudź się! Handel tu się dokonywał i to na ogromną skalę,bo całymi wagonami przychodziły tu i węgiel,i paliwo. A okoliczni handlarze, handlujący i złotem,i wszelkim innym dobrem konsumpcyjnym,mieli przepustki na teren  garnizonu.
To,że miejscowości nie było na mapach administracyjnych,było na rękę i peerlowskim władzom i sowietom. Im ciszej,tym lepiej.
W garnizonie tym,oprócz Szóstej Gwardyjskiej Witebsko-Nowogrodzkiej Dywizji Armii Federacji Rosyjskiej (taką nazwę nosił ten związek taktyczny po upadku ZSRR),stacjonowała także Brygada Rakiet Taktyczno-Operacyjnych i była samodzielnym związkiem taktycznym. Wojsko Polskie miało takich Brygad cztery.
I nie dowódca dywizji pod względem bojowym wydawał rozkazy dowódcy brygady. Był on jedynie dowódcą garnizonu.Kto ma wojsko za sobą, rozumie o czym piszę.
Wyrzutnie rakiet były ruchome, zainstalowane na specjalnych ciągnikach kołowych i zgodnie z wymogami tzw.gotowości bojowej,w rejonie dywizjonu technicznego Brygady Rakiet dyżur bojowy pełniła jedna wyrzutnia. Aby nie korodować na deszczu,przechowywana była w garażu kolistym w pobliżu magazynu. Nie ma i nie było tam nigdy silosu. Ten,kto tak mówi,to mówi co wie,a nie wie,co mówi! Rakiety to elektronika,a wrogiem elektroniki jest wilgoć! W takim garażu powietrze musiało mieć określone stałe: wilgotność i temperaturę. To samo dotyczyło magazynów i stanowisk obsługi rakiet.

Skoro nie można znaleźć schronów,to muszą być podziemia i to doskonale zamaskowane,bo w bliźniaczym mieście są.

A po co? Przecież aktem prawnym podpisanym przez Hitlera,powstała tutaj Oficerska Szkoła Artylerii wybudowana od podstaw w/g wojskowej sztuki budowlanej dla obiektów militarnych (stąd charakter zabudowy dzisiejszego miasta).Kosztem trzech wysiedlonych wsi powstał poligon artyleryjski,na którym można było szkolić praktycznie przyszłych oficerów ówczesnego Boga Wojny – Artylerii i to zarówno dla potrzeb wojsk lądowych ,jak i marynarki wojennej.
Kiedy wojsko wyrusza na wojnę,koszary pozostają puste i tylko idiota może je atakować! Po co więc te schrony? Dla kogo? Tej garstki cywili,którzy tu mieli za zadanie pozostać i zabezpieczać ewentualnie przeciwpożarowo teren tego obiektu militarnego?
Można było tu także prowadzić różne ćwiczenia taktyczne z wojskami w terenie, mając do dyspozycji olbrzymie kompleksy leśne i trzy lotniska w promieniu piętnastu kilometrów. Te walory zdecydowały o tym,że sowieci zakotwiczyli się tu w sposób trwały i bardzo wygodny dla nich. Tu mogli w sposób niemożliwy do kontrolowania przez władze Polskie,czynić kontrabandę na ogromną skalę (złoto i wszelkie dobra zbywalne); tu mogli w razie potrzeby przerzucać i ukrywać w lasach swoje wojska,a przede wszystkim - tu mogli realizować ćwiczenia wojskowe,w ramach których ich jednostki,aby sobie postrzelać,musiały się przemieścić w tzw.szykach bojowych przez połowę naszego Kraju.
No i wypoczynek dla tych z Legnicy,Świdnicy, Szczecina i innych stron Polski.
Tu mogli się czuć,jak u siebie. Ryby, polowania, biesiady - to,czemu „przyjaciele" oddawali się bez reszty!!!